Amerykańskie FBI połączyło z Koreą Północną kradzież kryptowalut wartych 6,3 mld dolarów z giełdy Binance – to największy tego typu atak w historii. Giełda zapewnia, że straty pokryła już w 90 proc. z własnych środków, a klienci nie ucierpią finansowo.
Co ustaliło FBI
W sobotnim komunikacie agencja poinformowała, że północnokoreańscy przestępcy pierwsze kroki w praniu skradzionych aktywów już wykonali: zamieniali je głównie na kryptowalutę Ethereum. FBI spodziewa się, że środki będą „dalej prane” w kolejnych etapach.
Za operacją ma stać grupa o nazwie TraderTraitor. To ta sama grupa, którą amerykańskie służby obwiniają o kradzież 1,5 mld dolarów z platformy Bybit w lutym ubiegłego roku. Agencja zwróciła się do firm obsługujących aktywa wirtualne, by blokowały transakcje powiązane z tym praniem, i podała podejrzane adresy cyfrowe, na które należy zwracać uwagę.
Jak doszło do włamania
Współprezes Binance Richard Teng przekazał w piątek, że był to „złożony atak”. Wykorzystano w nim przejęty laptop oraz złośliwe oprogramowanie, które potrafiło usuwać ślady swojej aktywności, co utrudnia śledztwo i ustalenie przebiegu zdarzeń. Po wykryciu włamania giełda wstrzymała wypłaty środków przez klientów. Jak zapowiedziała w sobotę, miała wznowić je w niedzielę.
Kto pokryje straty
- 90 proc. skradzionej kwoty Binance już odkupiło, kupując nowe tokeny za własne pieniądze.
- Pozostałe 10 proc. to mniej płynne tokeny, których zakup może potrwać dłużej.
- Środki pochodzą z funduszu SAFU o wartości 1 mld dolarów (rezerwa w bitcoinach na wypadek incydentów), części funduszu ubezpieczeniowego dla kontraktów futures oraz skarbca firmy.
Firma deklaruje, że będzie dokupować brakujące tokeny, aż pokrycie osiągnie 100 proc. dla wszystkich aktywów. Binance napisało na platformie X, że skutki finansowe poniesie ono, a nie jego użytkownicy. W piątek ceny kryptowalut spadły, gdy giełda, największa na świecie, starała się uspokoić klientów. Opublikowała też nowy zrzut tzw. dowodu rezerw (proof of reserves), który pozwala niezależnie sprawdzić, że aktywa klientów są zabezpieczone co najmniej w stosunku 1:1.
Co to znaczy dla polskich użytkowników
Binance jest globalnie dostępną giełdą, więc z jej usług korzystają także Polacy. Z informacji w komunikacie wynika, że straty ma pokryć firma, a nie klienci, ale warto śledzić oficjalne komunikaty giełdy, zwłaszcza w sprawie wznowienia wypłat. Ta sprawa pokazuje też, że nawet największe platformy bywają celem wyrafinowanych ataków, w których punktem wejścia może być pojedynczy komputer.
Dla osób trzymających kryptowaluty praktyczne wnioski są proste: nie warto zostawiać na giełdzie więcej środków, niż jest potrzebne do bieżących transakcji, trzeba włączyć uwierzytelnianie dwuskładnikowe i korzystać z publikowanych dowodów rezerw jako dodatkowego źródła informacji. W artykule nie ma danych o tym, czy atak dotknął konkretnie użytkowników z Polski lub UE – tego nie można więc stwierdzić. Europejskie firmy z sektora kryptoaktywów podlegają jednak coraz ściślejszym przepisom, w tym unijnemu rozporządzeniu MiCA, które nakłada na nie wymogi dotyczące ochrony środków klientów.
Źródło: Al Jazeera – „FBI blames North Korea for record $6.3bn crypto heist”
